Żabia kuracja

Aria: Gawot, gdzie ostatnio się podziewasz? Szukam cię od kilku dni, żeby podziękować za pomoc w akcji ratowniczej i za uratowanie mi życia.
Gawot: Nie przesadzaj. Spełniłem tylko swój obowiązek.
Aria: A co ci się stało w łapkę? Kulejesz czy mi się tylko tak wydaje?
Gawot: Kuleję. Gdy zeskakiwałem z bramy trafiłem na jakiś gwóźdź czy kolec. Wdało się zakażenie. Noga mi spuchła. Pani zauważyła i zabrała mnie do weterynarza.
Aria: Brrr. Tylko nie weterynarz.
Gawot: Ogolili mi rankę, oczyścili, dali jakieś zastrzyki. I jest lepiej.
Aria: A nie mogłeś uciec?
Gawot: Nie. Pani zamknęła mnie w domu. Załatwiam się do kuwety jak jakiś mały kociak! Wstyd dla porządnego kota.
Aria: A ja tam czasem siusiam na dywanik i wcale się tym nie przejmuję. Można się przyzwyczaić. Ale niestety potem śmierdzi, a Pani jest zła.
Gawot: A poza tym, gdybym uciekł rana nie zagoiła by się tak szybko.
Aria: Gdybyś poprosił, wylizałabym ci tę łapę.
Gawot: ‘Pies ci łapę lizał’? Dzięki.
Aria: Nie powiedziałam wszystkiego. Nie chciałam lizać twoich brudnych łap! Mam wejścia u żab. One robią jakiś specyfik z kilku ziół. Nakłada się parę kropli na ranę, a potem wylizuje i rozmazuje po ranie, żeby lepiej się wchłonęło. Działa cuda. Nie trzeba żadnych antybiotyków.
Gawot: Nie wiedziałem.
Aria: Bo żyjesz powyżej parapetu na oknie i nie zniżasz się do poziomu żab.
Gawot: Będę uważał, ale jeśli zdarzy się znów jakaś rana , to wówczas poproszę o żabią kurację.
Aria: Już jesteś całkiem zdrowy?
Gawot: Jeszcze nie. Codziennie jeżdżę na zastrzyk z antybiotyku.
Aria: To współczuję i życzę szybkiego powrotu do zdrowia.
Gawot: Gdy kota nie ma – teriery harcują!
Aria: Wrrr! Lepiej nie mów tego Suicie.