Aria: Dzisiaj przyjechał Pan.
Suita: Pan zabrał nas na spacer. Szliśmy przez pole mieczyków. Potem polnymi drogami.
Aria: Pan mówił, ze widzi sarny, ale wiatr wiał z innego kierunku, więc nie czułyśmy zupełnie nic.
Suita: Zobaczyłyśmy ślady saren.

Ślad sarny

Aria: Potem pan sfotografował sarnę z młodymi.
Suita: Ale my na poziomie ziemi nie czułyśmy zapachu. Sarny były za daleko, ok. 1.5 km stąd.
Aria: Gdy oglądałyśmy zdjęcia, które Pan zrobił, na zdjęciu z sarnami, na słupku widać jakieś urządzenie. Prawdopodobnie to fotopułapka.

Sarny i fotopułapka

Suita: Dalej były pola cebuli. Szliśmy drogą dla ciągników, którą nazwałyśmy autostradą cebulową.


Aria: A na tym zdjęciu to starzec jakubek, poparzony przez herbicydy, ale i tak udało mu się uratować i odbić.

Starzec jakubek na polu cebuli

Suita: Potem minęłyśmy parę domów na skraju wioski Dotarłyśmy do sarniego lasku. O dziwo, ktoś go prowizorycznie ogrodził. Młoda sarna wyskoczyła nam tuż przed nosem. Może 10 m od nas. Pognałyśmy za nią, ale ona prawie wcale nie pachniała! Zgubiłyśmy ją. Wróciłyśmy do Pana.

Lasek z prawej

Aria: Potem Pan poszedł skrótem. Z jednej strony zboże, z drugiej strony zarośnięty ugór. Kolczaste chwasty. Pokrzywy. Fuj.
Suita: Na szczęście Pan torował drogę. Przeszliśmy tak ok. 200 m.
Aria: Odetchnęliśmy z ulgą, gdy chaszcze się skończyły i wróciłyśmy na ścieżkę koło kukurydzy.


Suita: Doszliśmy do szosy. Ruszyliśmy do domu. Mijałyśmy domy. Psy oszczekiwały nas mniej lub więcej radośnie.
Aria: Mniej radośnie witały nas te psy, z którymi miałyśmy na pieńku. Zupełnie nie umiały się odszczekiwać.
Suita: Tym razem były sarny, a nie było bażantów, zajęcy, przepiórek – mimo, że dojrzałe zboża czekają na żniwa.
Aria: Zmęczone – wróciłyśmy do domu. Pan przeszedł ok. 9 km. My z pewnością 2 – 3 razy tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *