Dzień jak co dzień

Aria: Rano Pani pojechała do miasta. Zrobiła zakupy. Przywiozła wieniec.
Suita: Od razu wiedziałyśmy, że jedzie dzisiaj na pogrzeb.
Aria: Potem Pani pojechała.
Suita: Potem przyszedł Pan do sprzątania ogródka.
Aria; Zajął się pracą i było nudno.

Suita: Po kilku godzinach Pani wróciła z Panem i młodszą Panią.

Aria: Młodsza Pani musiała się urwać z pracy, żeby dotrzeć na pogrzeb na czas.
Suita: Pewnie znów przez parę dni będzie wracała później, bo będzie musiała odpracować urwane godziny.
Aria: Pan, gdy tylko wszedł w drzwi, wziął nasze smycze.
Suita: A my oszalałyśmy z radości. Wiedziałyśmy, że idziemy na spacer.
Aria: Było dość późno, więc wiedziałyśmy, że spacer nie będzie długi.
Suita: Biegałyśmy jak szalone.
Aria: Węszyłyśmy. Wyczułyśmy sarny i zające.
Suita: Spróbowałyśmy zajęczych bobków. Smakowały jak sałatka jarzynowa.
Aria: Ale nauczone doświadczeniem nie jadłyśmy zbyt dużo – żeby nie dostać rewolucji żołądkowych.
Suita: Pogoniłyśmy bażanta i parę gołębi.
Aria: Wróciłyśmy z panem do domu.
Suita: I trafiłyśmy na wspaniałą obfitą kolację.
Aria: Byłaś tak głodna, że rzuciłaś się do mojej miski bo Pani postawiła ją najpierw.
Suita: A ty jadłaś z mojej miski.
Aria: Porcje były równe, ale zakłóciłaś tradycyjny porządek i Pani była z ciebie niezadowolona.
Suita: Wybacz, ale umierałam z głodu. A ponieważ ja tu jestem Alfą …
Aria: Nigdy o tym nie zapominam. Miałaś prawo zmienić ustalony porządek.
Suita: Dobrze, że o tym pamiętasz.
Aria: Ale nie wiesz, że twoja porcja była znacznie lepsza od mojej. Poznałam to po zapachu.
Suita: Naprawdę? Wrrr!
Aria: Nie warcz, żartowałam.
Suita: Akurat. Na wszelki wypadek nie tknę więcej twojej miski …
Aria: Potem Pani pojechała jeszcze gdzieś z Panem.
Suita: A my poszłyśmy spać z pełnym brzuszkiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *