Aria: Suita, co czytasz?
Suita: Artykuł sprzed kilku dni.
Aria: Jeśli to coś o psach to szczekaj.
Suita: Artykuł jest o przygodach labradora o imieniu Wenia. Mieszkał sobie z właścicielami na Ukrainie. Gdy miał 5 lat, w 2015, porwali go hodowcy psów rasowych.
Aria: Hodowcy? Pies rasowy bez papierów nie jest nic warty.
Suita: Widać tam jest coś warty skoro go ukradli. Właściciele szukali psa, ale bezskutecznie. Podobno żył na łańcuchu w prywatnym domu kobiety, która miała problemy z alkoholem.
Aria: I miała kasę na zakup psa rasowego? I kupiła go po to by trzymać go na łańcuchu? A hodowcy zamiast go rozmnażać – sprzedali go?

Wenia

Suita: Może jeszcze nie zdążyła przepić wszystkiego i kupiła rasowego psa bo był tani. Ale tak naprawdę to hodowla była ukryta w lesie. Pies był sprytny i udało mu się uciec z hodowli. Błąkającego się psa znalazła i przygarnęła alkoholiczka i uwiązała na łańcuchu. Był brudny i zaniedbany. Nie widział weterynarza, nie miał szczepień. Był niedożywiony.
Aria: To jak w końcu udało mu się wrócić?
Suita: Kobieta zmarła.
Aria: Zapiła się na śmierć?
Suita: Nie podano. Policja znalazła psa, zobaczyła, że jest oznakowany. Odnaleźli właściciela. I w ten sposób – po 6 latach – pies wrócił do pierwotnych właścicieli.
Aria: To było sporo radości.
Suita: Nie do końca. W Internecie można znaleźć filmik ze spotkania po latach. Pies rozpoznał właścicieli, ale wcale nie witał ich aż tak bardzo radośnie.
Aria: To już stary pies. Najpiękniejsze lata spędził na łańcuchu. Ale gdy przyzwyczai się do nowej sytuacji i podratuje zdrowie – radość życia wróci.
Suita: Mam nadzieję. Pies po przejściach z pewnością lepiej potrafi docenić normalne psie życie.
Aria i Suita: Wenia, trzymaj się! Wszystkiego najlepszego na starej drodze życia!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.