Aria: Dzisiaj Pan zabrał nas na spacer przez pola. Była wspaniała pogoda. Ciepło, czasami wiał zimniejszy wiatr. Na tym zdjęciu biegniemy przez pole. Zaraz po zejściu z asfaltu Pan odpiął nam smycze.

Aria: Tutaj zanurzyłyśmy się w trawie. Czułyśmy wyraźny zapach nornic rudych, ale pochowały się głęboko w norach. Pan nie dał nam czasu na rozkopywanie i wyciągnięcie wypasionych gryzoni z nory.

Aria: Potem dotarłyśmy do toru przeszkód nad rowem melioracyjnym. Suita łazi po zwalonych drzewach niemal jak kot. Chciała przejść po gałęziach, ale Pan jej nie pozwolił. Przeszliśmy przez zwykłe przejście.

Aria: Potem przywitałyśmy się z końmi sąsiada. Gdy konie ruszyły w moim kierunku, zsiusiałam się ze strachu i zamiast uciekać przypadłam do ziemi. Omal nie oberwałam kopytem od jednego z nich, ale w ostatniej chwili Suita zaszczekała, a koń zmienił kierunek. Dawno tak szybko nie biegłam.

Suita: Na tym zdjęciu byłam już kompletnie skonana. Chciało mi się pić. Język zwisał mi prawie do ziemi. Skoro konie nas przepędziły z łąki, wędrowaliśmy obok po rżysku – było to wyjątkowo nieprzyjemne. Sterczące źdźbła kaleczyły nas w brzuch. Ja zbuntowałam się i pobiegłam do stogu, gdzie można zapolować na szczury i myszy. Pan mnie wołał, ale ja udawałam, że nie słyszę. Widziałam, że oberwę, ale było mi już wszystko jedno.

Aria: Pan widząc jak męczę się na rżysku wziął mnie na ręce i niósł spory kawałek. Rżysko nie jest dla Jack Russell Terrierów. Wreszcie dotarłyśmy do Terierogrodu. Ja całą drogę byłam grzeczna i Pan mnie pochwalił.
Suita: Pan poszedł do domu, a potem wrócił po mnie. Przerażona czekałam już pod zamkniętą bramą. Pan nakrzyczał na mnie i zagroził, że następnym razem mi nie zaufa i nie spuści mnie ze smyczy przez cały spacer. Byłoby to najgorsze upokorzenie: Aria bez smyczy, a ja na smyczy! Koniec świata! Chyba bym tego nie przeżyła. Wolałabym dostać solidne lanie. Będę grzeczna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *