ARIA: Suita, ty znowu śpisz!
SUITA: Bo znowu pada, co mam robić?

ARIA: Bawić się, czytać książki.
SUITA: Ty też śpisz, więc daj mi spokój.
ARIA: Mogę wziąć tą zabawkę, którą dostałyśmy na Walentynki od Pani?
SUITA: Weź, tylko nie wygryź piszczka!
ARIA: Postaram się.

SUITA: A może ty opowiesz mi jakąś bajkę?
ARIA: Nie znam żadnej, mam improwizować?
SUITA: Czemu nie?
ARIA: Dawno, dawno temu, kiedy nie było jeszcze Terierogrodu żyły sobie dwie terierki.
SUITA: Tak się zaczyna prawie każda bajka.
ARIA: Czerpię z obfitej literatury.
SUITA: Co było dalej?
ARIA: Mieszkały w nędznej budzie na zaśmieconym i zagraconym podwórku.

SUITA: Ciekawe…
ARIA: Marzyły o wielkich przygodach i wolności, bo ich Pan uwiązał je na łańcuchu i tak spędzały całe dnie. Dostawały nędzne żarcie, bez kawałka mięsa i marzły zimą, a umierały z gorąca latem, bo nie zawsze ktoś pamiętał o misce wody dla nich.
SUITA: To smutne.
ARIA: Pewnego letniego dnia ich Pan był bardzo spragniony i wypił całą butelkę wody, a potem spadł ze schodów i już się nie poruszył.
SUITA: To horror! A ta woda to musiała być zatruta…
ARIA: Zaczarowana!
SUITA: I co było dalej?
ARIA: Pieski szczekały, wyły próbując kogoś zawiadomić, ale ich podwórko było z dala od innych siedzib ludzkich i nikt ich nie słyszał. Minął dzień, potem noc, pieski były straszliwie głodne i spragnione. Coraz bardziej opadały z sił i już ledwie miały siłę szczekać. A musiały, bo do ich Pana zaczęły się już dobierać sroki i szczury.

SUITA: To okropne, przeczuwam złe zakończenie.
ARIA: Ale one nie były głupie! Na szyjach miały skórzane obróżki i z głodu zaczęły je sobie nawzajem przegryzać. Wreszcie uwolniły się z łańcuchów, przegoniły nieproszonych gości i pobiegły przed siebie upajając się wolnością.
SUITA: Co za ulga! To już koniec?
ARIA: Skądże, słuchaj dalej: Biegły tak jakiś czas, aż znalazły rów z wodą i napiły się wreszcie do syta. Potem pobiegły do najbliższego domu, gdzie mieszkali ludzie. Zaczęły szczekać na widok pierwszego napotkanego człowieka, co go bardzo zdziwiło, bo nie zdarzyło mu się być oszczekanym na własnym podwórku przez obce psy.

– Czego wy ode mnie chcecie?- zapytał.
Wtedy terierki zaczęły biec pokazując człowiekowi kierunek i wskazując drogę do swojego Pana.
SUITA: Szkoda, że już nie żył…
ARIA: Zaprowadziły sąsiada na swoje podwórko. Ten podbiegł do ich Pana, krzyknął: Mój Boże! i odciągnął go w cień. Przyniósł dobrej zimnej wody i dał mu pić. Zadzwonił też po pomoc. Pogotowie zabrało ich Pana do szpitala.
SUITA: To Pan przeżył?
ARIA: Sąsiad odczarował go źródlaną wodą.
SUITA: Niespodziewane zakończenie!
ARIA: To jeszcze nie koniec. Sąsiad zaopiekował się terierkami. Przyniósł im cały worek chrupek, nalał wody do dużej wanienki.
Mogły jeść i pić ile chciały.
SUITA: I uwiązał je znowu na łańcuchu?
ARIA: Skądże, zostawił tak jak stały, bez obróżek i łańcucha.
SUITA: Nie uciekły?

ARIA: Czekały na swojego Pana, przecież mimo wszystko go kochały. Pan w końcu wrócił, ale bardzo się zmienił. Podszedł do piesków, przytulił je, ucałował pyszczki i zaczął płakać. Nigdy już nie tknął zaczarowanej wody. Wziął się za robotę, uporządkował podwórko, posadził kartofle i marchewkę, dostał od sąsiada kurę o którą też bardzo dbał. Wieczorami chodził z pieskami na spacery, a za nimi gdacząc, wędrowała kura. Potem siadali do kolacji, kura dziobała ziarno, Pan wcinał jajecznicę, a pieski chrupki i mięsne kości, które Pan kupował im w mieście.
SUITA: I żyli długo i szczęśliwie!
ARIA: I to jest happy end!

Nasze bratki

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *